7 Kwi
2017
Posted in: Wiadomości
By    Możliwość komentowania Pomoc dla Marka Rembiasza poszkodowanego w zamachu terrorystycznym w Brukseli – PODZIĘKOWANIA I PROŚBA O WSPARCIE została wyłączona

Pomoc dla Marka Rembiasza poszkodowanego w zamachu terrorystycznym w Brukseli – PODZIĘKOWANIA I PROŚBA O WSPARCIE

Kochani!

Mija właśnie rok, od zdarzenia, które całkowicie zmieniło życie Marka, moje, mojego syna Mikołaja, naszych najbliższych rodziny i przyjaciół.

Pamiętam, jakby to było przed chwilą, gdy odebrałam telefon ze szpitala w Belgii i wiadomość, że Marek, po ataku terrorystycznym na lotnisku w Zaventem, jest w stanie krytycznym i że trwa operacja.

Pamiętam jak tego właśnie dnia, już wieczorem, wraz z kolegami Marka jechaliśmy do Belgii. Panowała wtedy cisza, nikt nic nie mówił. Tak naprawdę nie wiedzieliśmy jakich obrażeń doznał Marek, nikt wcześniej nam o tym nie powiedział. Rano, gdy dotarliśmy na miejsce, okazało się, że z Markiem jest gorzej niż mogliśmy sobie wyobrazić. Doznał bardzo poważnych obrażeń głowy, a ciało po wybuchu bomby, było jedną wielką raną. Tak widzieliśmy go tylko w pierwszy dzień, później aby złagodzić ból i nie dopuścić do nieodwracalnych uszkodzeń założono mu specjalne opatrunki, właściwie na całe ciało.

Marek przez blisko 2 miesiące przebywał w śpiączce farmakologicznej. Tak naprawdę każdego dnia, w każdej minucie, walczył o to by z nami być. Walczył z kolejnymi infekcjami, powikłaniami i bardzo wysoką gorączką. Przeszedł szereg bardzo poważnych operacji, właściwie każda ratowała mu życie a jednocześnie stanowiła zagrożenie, czy Marka osłabiony organizm zniesie ich trud.

Pamiętam 1 maja 2016r., gdy już rozpoczął się proces wybudzania Marka, godzinami siedziałam przy nim na Oddziale Intensywnej Terapii, wypatrując najmniejszego sygnału, że Marek do nas wraca. W pewnym momencie Marek otworzył jedno oko!!!!! Nie mogłam uwierzyć, że widzę to naprawdę, czy to na pewno tak długo wyczekiwany znak. Mój ukochany tato, który był ze mną w Belgii, ciągle od dnia wypadku Marka, widział to samo!!!! Moją łamaną angielszczyzną, która pozostawia wiele do życzenia, zawołałam pielęgniarkę, ona tez była zaszokowana. Marek dał nam znać, że wraca do naszego świata!!!!!!!

Od tego momentu przeszliśmy bardzo daleką drogę. Marek pomalutku odzyskiwał siły, choć zazwyczaj były to trzy kroki do przodu, a za chwilę dwa do tyłu.

6 lipca 2016r., lekarze zdecydowali, że przyszedł czas, aby Marek zaczął rehabilitację. Zostaliśmy przeniesieni do kliniki rehabilitacyjnej w Edegem, w pobliżu Antwerpii. Organizacyjnie, aby odwiedzać codziennie Marka, było to dla nas mega wyzwanie. Trzy przesiadki: autobus, pociąg i znów autobus. Do tego bariera językowa, obce środowisko, ciągłe poczucie że może stać się coś złego i ogromne obciążenie finansowe, bo niestety Euro to nie polski złoty…..

6 grudnia 2016r., po wielu godzinach rozważań, co będzie lepsze czy klinika w Belgii i niestety kontakt z Markiem tylko przez Skype, czy klinika w Polsce, zdecydowałam, że dla Marka będzie lepiej gdy będzie bliżej domu, rodzin i przyjaciół. Organizacja przeniesienia, po blisko 9 miesiącach pobytu w Belgii, była nie lada wyzwaniem. Gdyby nie pomoc całego łańcucha ludzi dobrej woli, sama na pewno nie dałabym rady podołać wszystkiemu. Belgia i funkcjonariusze belgijskiego cła pożegnali nas z wielką pompą. Mieliśmy eskortę motocyklową do samolotu, polscy lekarze z wojskowej obsługi samolotu CASA byli po prostu cudowni!!!!. Marek był przez 3 godziny lotu do Polski monitorowany i traktowany jak najważniejszy pacjent RP!!!!

Dla wszystkich był to wielki dzień. Marek był i szczęśliwy i jednocześnie zagubiony.

Od tego dnia mój syn Mikołaj wreszcie może widzieć tatę kiedy chce, a ja staram się dzielić czas między pracę zawodową, dom, syna i Marka. Jest to niezwykle trudne, ale wiem, że wspiera mnie cała masa ludzi dobrych serc, na których zawsze mogę liczyć, nawet w najtrudniejszych i nagłych sytuacjach.

Życie w kraju przyniosło nam już kilka pobytów w szpitalu, kolejne kłopoty, ale też i wiele radości.

Na chwilę obecna Marek, będąc w prywatnej klinice Rehabilitacyjnej VOTUM w Krakowie, jest pod opieką wielu niezbędnych mu specjalistów: terapeutów, logopedów, psychologa, dietetyka, okulisty, neurologa, ortopedy i wielu innych. Każdego dnia widzę jak walczy z własnym ciałem, z własnymi słabościami, z bólem, ale nigdy nie poddaje się!!!!!

Jak to mówi mój Mikołaj : Tato jest najdzielniejszy na świecie i może wszystko!!!!!!!

Kochani! To wszystko byłoby niemożliwe gdyby nie Wy. Gdyby nie Wasze wsparcie duchowe i materialne… Pobyt w klinice jest drogi, wydatki na powrót Marka do zdrowia to blisko 30 tysięcy miesięcznie. Klinika w której przebywa Marek jest, w ocenie lekarzy, jedyną placówką w kraju, która daje największe szanse na powrót Marka do samodzielnego życia. Gwarantuje ona w jednym miejscu wszystkie rodzaje rehabilitacji, których wymaga Marek. Wiem, że droga jest daleka, ale widzę też, że Marek chce walczyć i robi to każdego dnia. Dzięki Wam mamy realna szansę na odzyskanie jak największej sprawności. Marek zaczyna stawiać pierwsze samodzielne kroki, podejmuje próby samodzielnego jedzenia, uczy się wszystkiego właściwie od nowa, ale wiem, że tego chce o czym świadczy to, że zaczyna nawet uśmiechać się!!!!

Wielkim bodźcem dla Marka, są jego na razie niespełna dwugodzinne, weekendowe pobyty w domu dwa razy w miesiącu. Wtedy czuje się, że naprawdę wrócił do domu. Aby Marek mógł częściej przyjeżdżać do własnego domu i dłużej w nim przebywać czeka mnie jeszcze dostosowanie domu do jego potrzeb, przebudowa łazienki i likwidacja barier architektonicznych – schody wejściowe, progi, zakup potrzebnego Markowi sprzętu medycznego, aby mógł być jak najdłużej i jak najczęściej w domu, a za jakiś czas na stałe…

Chciałam Wam wszystkim serdecznie podziękować. I tym którzy każdego dnia wspierają mnie w szarości dnia codziennego, bliskich przyjaciół Marka i moich z pracy, jak i całej rzeszy anonimowych darczyńców. Dzięki Wam mamy dziś ten stan, który jest!

Leczenie Marka to długi proces, więc jeśli mogę proszę Was o dalsze wsparcie! Wasza obecność daje mi siłę do ciągłej walki. Wiem, że w tym nie ustanę. Wiem, że nie jestem sama i to dla mnie naprawdę najważniejsze!!!!!!

Serdecznie Was wszystkich pozdrawiam. I tak jak napisali nasi przyjaciele, zawsze pamiętajmy, że „Tyle człowiek wart, ile drugiemu może pomóc”.

Katarzyna Rembiasz

Prosimy o wpłaty na KONTO FUNDACJI: 8517 5000 1200 0000 0023 2884 67 w Raiffeisen-Polbank koniecznie z dopiskiem Marek Rembiasz

Comments are closed.

Copyright © 2014 fundacjaswmateusza.pl